"Można również poradzić się duchownych różnych wyznań. Starajmy się szybko docenić pozytywne wartości osób religijnych. Korzystajmy z tego, co proponują." (Anonimowi Alkoholicy, wyd.II, str. 75)
Refleksja na 24 Czerwiec „DUCHOWE PRZEDSZKOLE”
„Prowadzimy jedynie duchowe przedszkole, w którym ludzie mają możliwość uporać się z piciem i znaleźć lepszy sposób na życie” (Jak to widzi Bill, str.95)
„Prowadzimy jedynie duchowe przedszkole, w którym ludzie mają możliwość uporać się z piciem i znaleźć lepszy sposób na życie” (Jak to widzi Bill, str.95)
sobota, 19 marca 2016
NIEDOŚWIADCZENI
Dobrze jest, by niedoświadczeni wiedzieli również, że od czasów Adama aż do naszych dni mamy wrogów, którzy są: niecieleśni i niewidzialni, złośliwi i pomysłowi w złu, przebiegli, zręczni i doświadczeni w walce.(Hezychiusz z Synaju)
piątek, 18 grudnia 2015
SPOWIEDŹ
"Jak już mówiliśmy, konfesjonał jest miejscem, gdzie leczy się rany. To nie jest tylko miejsce, gdzie idziemy z naszymi grzechami. Spowiedź jest postępującym procesem uzdrowienia".
(7 Tajemnic Spowiedzi, str. 194)
sobota, 28 listopada 2015
JAK SIĘ MODLIĆ?
"Gdy Jezus skończył modlitwę , jeden z uczniów zapytał: «Panie,
naucz nas się modlić». A On rzekł : «Kiedy się modlicie, mówcie: Ojcze,
niech się święci Twoje imię; niech przyjdzie Twoje królestwo. Naszego
chleba powszedniego dawaj nam na każdy dzień, i przebacz nam nasze
grzechy, bo i my przebaczamy każdemu, kto nam zawini; i nie dopuść,
byśmy ulegli pokusie». I Ja wam powiadam: Proście, a będzie wam dane;
szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto
prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą. ». Łk 11, 1-13"
http://alkon.blogujacy.pl/2015/11/26/11-2-ojcze-nasz/
poniedziałek, 2 listopada 2015
ZRZUĆ SWOJE KAJDANY
"Nasze grzechy są kajdanami. Nasze wątpliwości, obawy, niepokoje są kajdanami. Nasze bożki są kajdanami. Nasz brak przebaczenia to też kajdany. Choć mają różną długość i wagę, to wszystkie są kajdanami, które nam ciążą i ciągną nas w dół."
(7 TAJEMNIC SPOWIEDZI, STR. 173)
czwartek, 15 października 2015
SĄDZIĆ INNYCH
Łatwe osądzanie ludzi jest całkowicie sprzeczne z Ewangelią. Święty Paweł mówi o tym bardzo jednoznacznie:
"Nie możesz wymówić się od winy, człowiecze, kimkolwiek jesteś, gdy zabierasz się do sądzenia. W jakiej bowiem sprawie sądzisz drugiego, [w tej] sam na siebie wydajesz wyrok, bo ty czynisz to samo, co osądzasz" (Rz 2,1n).
Kiedy człowiek wie, że sam jest grzesznikiem, nie będzie łatwo sądził innych. Jest to ogólna duchowa prawda i dlatego jeżeli ktoś łatwo osądza, znaczy to, że nie poznał swojego grzechu. Nie zrozumiał jeszcze, że ogromne miłosierdzie Boga względem grzeszników jest jego jedyną szansą i należy się Bogu za to ogromna wdzięczność. Natomiast człowiek świadomy swojej grzeszności wie także, że istnieją różne powody, dla których postępujemy niezgodnie z wiarą. Znajomość własnego grzechu umożliwia miłosierne spojrzenie na drugiego człowieka. Święty Marek Pustelnik powiedział: „Człowiek, który poznał swój grzech, jest większy od tego, który wskrzesza innych z martwych”. Znajomość grzechu czyni go pokornym, czyli prawdziwym.
"Nie możesz wymówić się od winy, człowiecze, kimkolwiek jesteś, gdy zabierasz się do sądzenia. W jakiej bowiem sprawie sądzisz drugiego, [w tej] sam na siebie wydajesz wyrok, bo ty czynisz to samo, co osądzasz" (Rz 2,1n).
Kiedy człowiek wie, że sam jest grzesznikiem, nie będzie łatwo sądził innych. Jest to ogólna duchowa prawda i dlatego jeżeli ktoś łatwo osądza, znaczy to, że nie poznał swojego grzechu. Nie zrozumiał jeszcze, że ogromne miłosierdzie Boga względem grzeszników jest jego jedyną szansą i należy się Bogu za to ogromna wdzięczność. Natomiast człowiek świadomy swojej grzeszności wie także, że istnieją różne powody, dla których postępujemy niezgodnie z wiarą. Znajomość własnego grzechu umożliwia miłosierne spojrzenie na drugiego człowieka. Święty Marek Pustelnik powiedział: „Człowiek, który poznał swój grzech, jest większy od tego, który wskrzesza innych z martwych”. Znajomość grzechu czyni go pokornym, czyli prawdziwym.
http://ps-po.pl/2015/10/13/prawdziwa-wiare-widac-dobrze-po-duchu-w-jakim-sie-ona-wyraza-14-pazdziernika-2015/
Jak zwykł mawiać mój sponsor: "co mnie dotyka, to mnie dotyczy".
niedziela, 11 października 2015
OBŻARSTWO
"Odważaj na wadze twój chleb do spożycia i pij ilość wody ściśle odmierzoną, a duch nierządu ucieknie od ciebie."
(Ewagriusz z Pontu)
(http://ps-po.pl/2015/10/05/obzarstwo-matka-nieczystosci/)
czwartek, 10 września 2015
JAK SIĘ MODLIĆ
Modlitwa jest zawsze wezwaniem skierowanym przez Boga, czymś jak
powołanie. A do modlitwy powołany jest każdy człowiek, nawet jeśli nie
od razu odkrywa w sobie pragnienie modlitwy. Ojcowie Kościoła mówią, że
modlitwa jest dla człowieka czymś bardziej naturalnym niż oddech… Z
drugiej strony może to zabrzmi rozczarowująco dla kogoś, kto
spodziewałby się nadludzkich doznań, ale modlitwa serca, jak modlitwa w
ogóle, to zadanie na lata. Nic nie dzieje się nagle, nic nie zmienia się
bez przyczyny. Nie ma fajerwerków, nagłych iluminacji. Jest ciągłe i
mozolne powracanie do Bożej obecności. To tak naprawdę bardzo uboga
modlitwa.
Pierwszą sprawą jest ustalenie swojej „reguły modlitewnej” – jak powiedzieliby Ojcowie. Decyduję się na tę drogę i postanawiam, że będę się modlił wezwaniem „Panie Jezu…” w określonym momencie dnia przez określoną ilość czasu. Warto ustalić ten moment w sposób nieco sztywny, gdyż wtedy łatwiej być wiernym, a wierność jest czymś szalenie ważnym. Lepiej wyznaczyć sobie mniej i krócej, ale być temu postanowieniu wiernym, niż przesadzić w przypływie pierwszej gorliwości i po tygodniu zrezygnować ze wszystkiego. Sądzę jednak, że dobrze zacząć przynajmniej od 20 minut – ten czas pozwoli się skupić na wezwaniu modlitewnym. Dobrze mieć na to swój cichy kąt, można modlić się przed krzyżem, obrazem Matki Bożej – to zawsze pomaga w skupieniu. Można posłużyć się stołeczkiem karmelitańskim, bądź usiąść na krześle, uklęknąć – każdy musi znaleźć postawę, która pomoże mu skupieniu (jeden z moich przyjaciół modli się na stojąco). Uczyniwszy znak krzyża i wezwawszy na pomoc Ducha Świętego, trzeba postawić się w Bożej Obecności: Bóg tu jest, jest we mnie. Kocha mnie i innych ludzi. I w tej obecności, z prostą uwagę na nią skierowaną, trzeba te 20 minut wytrwać. Spędzić 20 minut ze Stwórcą. Aby uwaga na Nim mogła się skupić, trzeba dać jej zajęcie, jakim jest powolne powtarzanie słów wezwania modlitewnego, które jest też zarazem naszym wyznaniem wiary, niemym błaganiem, prośbą o miłosierdzie… Nie trzeba rozważać szczegółowo słów, trzeba je powtarzać w prostocie i trzymać uwagę skupioną na Bogu. Tyle. On jest. I dobrze nam z Nim. Jeśli pojawiają się rozproszenia, nie ma to większego znaczenia. Kiedy się „złapiemy” na czymś takim, najzwyczajniej w świecie trzeba znowu powrócić do Bożej obecności i podjąć modlitwę Imieniem.
Drugą sprawą jest odrzucanie grzechu. Nie można próbować się modlić lekceważąc sferę moralną życia. Skoro podejmuję trud miłowania Boga, musi to być widoczne w moich wyborach, odcinaniu się od zła. Wiąże się to równolegle z postępem w dobrym: człowiek modlitwy staje się człowiekiem łagodnym, okazującym dobroć całemu stworzeniu. Łatwo może stać się to polem do powstania frustracji, bo nic nie dzieje się nagle. Często „stary człowiek” będzie podnosił głowę: ale tym gorliwiej powinniśmy uciekać się w ramiona modlitwy.
Trzecią ważną kwestią jest udział w sakramentach. Podejmując modlitwę serca trzeba prowadzić normalne życie sakramentalne: spowiadać się, chodzić na Mszę. W pewnym sensie modlitwa serca prowadzi nas na liturgię, a im gorliwiej jednoczymy się z Bogiem w czasie liturgii, tym większa tęsknota za modlitwą samotną rodzi się w sercu człowieka.
Czwarta sprawa – czyli postęp – zależy całkowicie od Pana Boga. Nie warto oceniać swej modlitwy, bo i tak nie jesteśmy w stanie jej ocenić. Zresztą tak naprawdę nie ma to sensu: to, o dziś dla nas jest dobre, co jest szczytem możliwości, jutro może być czymś nieodpowiednim. Trzeba się modlić – po prostu – tak jak się umie w danej chwili i być pewnym, że Pan Bóg da sobie z nami radę.
http://ps-po.pl/2015/09/02/nieustanne-przebywanie-w-obecnosci-bozej-o-tym-jak-sie-modlic-rozmowa-z-o-opatem-szymonem-hizyckim-osb/
Pierwszą sprawą jest ustalenie swojej „reguły modlitewnej” – jak powiedzieliby Ojcowie. Decyduję się na tę drogę i postanawiam, że będę się modlił wezwaniem „Panie Jezu…” w określonym momencie dnia przez określoną ilość czasu. Warto ustalić ten moment w sposób nieco sztywny, gdyż wtedy łatwiej być wiernym, a wierność jest czymś szalenie ważnym. Lepiej wyznaczyć sobie mniej i krócej, ale być temu postanowieniu wiernym, niż przesadzić w przypływie pierwszej gorliwości i po tygodniu zrezygnować ze wszystkiego. Sądzę jednak, że dobrze zacząć przynajmniej od 20 minut – ten czas pozwoli się skupić na wezwaniu modlitewnym. Dobrze mieć na to swój cichy kąt, można modlić się przed krzyżem, obrazem Matki Bożej – to zawsze pomaga w skupieniu. Można posłużyć się stołeczkiem karmelitańskim, bądź usiąść na krześle, uklęknąć – każdy musi znaleźć postawę, która pomoże mu skupieniu (jeden z moich przyjaciół modli się na stojąco). Uczyniwszy znak krzyża i wezwawszy na pomoc Ducha Świętego, trzeba postawić się w Bożej Obecności: Bóg tu jest, jest we mnie. Kocha mnie i innych ludzi. I w tej obecności, z prostą uwagę na nią skierowaną, trzeba te 20 minut wytrwać. Spędzić 20 minut ze Stwórcą. Aby uwaga na Nim mogła się skupić, trzeba dać jej zajęcie, jakim jest powolne powtarzanie słów wezwania modlitewnego, które jest też zarazem naszym wyznaniem wiary, niemym błaganiem, prośbą o miłosierdzie… Nie trzeba rozważać szczegółowo słów, trzeba je powtarzać w prostocie i trzymać uwagę skupioną na Bogu. Tyle. On jest. I dobrze nam z Nim. Jeśli pojawiają się rozproszenia, nie ma to większego znaczenia. Kiedy się „złapiemy” na czymś takim, najzwyczajniej w świecie trzeba znowu powrócić do Bożej obecności i podjąć modlitwę Imieniem.
Drugą sprawą jest odrzucanie grzechu. Nie można próbować się modlić lekceważąc sferę moralną życia. Skoro podejmuję trud miłowania Boga, musi to być widoczne w moich wyborach, odcinaniu się od zła. Wiąże się to równolegle z postępem w dobrym: człowiek modlitwy staje się człowiekiem łagodnym, okazującym dobroć całemu stworzeniu. Łatwo może stać się to polem do powstania frustracji, bo nic nie dzieje się nagle. Często „stary człowiek” będzie podnosił głowę: ale tym gorliwiej powinniśmy uciekać się w ramiona modlitwy.
Trzecią ważną kwestią jest udział w sakramentach. Podejmując modlitwę serca trzeba prowadzić normalne życie sakramentalne: spowiadać się, chodzić na Mszę. W pewnym sensie modlitwa serca prowadzi nas na liturgię, a im gorliwiej jednoczymy się z Bogiem w czasie liturgii, tym większa tęsknota za modlitwą samotną rodzi się w sercu człowieka.
Czwarta sprawa – czyli postęp – zależy całkowicie od Pana Boga. Nie warto oceniać swej modlitwy, bo i tak nie jesteśmy w stanie jej ocenić. Zresztą tak naprawdę nie ma to sensu: to, o dziś dla nas jest dobre, co jest szczytem możliwości, jutro może być czymś nieodpowiednim. Trzeba się modlić – po prostu – tak jak się umie w danej chwili i być pewnym, że Pan Bóg da sobie z nami radę.
http://ps-po.pl/2015/09/02/nieustanne-przebywanie-w-obecnosci-bozej-o-tym-jak-sie-modlic-rozmowa-z-o-opatem-szymonem-hizyckim-osb/
Subskrybuj:
Posty (Atom)